Myjnia bezdotykowa

— Znam swój cios i mogę na nim polegać. Cicho, niczym węże, pełzali w trawie i zbliżali się do strażnika, który wyglądał na młokosa. Nie miał przy sobie innej broni oprócz noża tkwiącego za pasem i strzelby na plecach. Ubrany był w skórę bawolą. Nie można było rozpoznać jego rysów, bo twarz miał wymalowaną na przemian czerwonymi i czarnymi krechami — barwami wojennymi. Nie spoglądał wcale w kierunku westmanów, zdawał się skupiać całą uwagę na obozie.

Ale najpierw pójdziemy za tym osobliwym śladem. Ślad — teraz koński — był wciąż wyraźny i po półgodzinnej jeździe schodził z piaszczystego na twardszy grunt. Rosła tu obficie trawa i krzewy. W pobliżu wznosiło się wzgórze porośnięte w dolnej części gęstym lasem. Trop, tutaj jeszcze wyraźny, niebawem znikł na kamiennym gruncie. — myjnia bezdotykowa zagadka! — mruknął Frank. — Niepojęte — oświadczył Jemmy.

Kiedy przekroczyłem drzwi naszej lokalnej siłowni, oczom moim ukazał się las umięśnionych (lub tylko myślących, że są umięśnieni) facetów. A każdy z nich prężył się przed własnym odbiciem w lustrze tak, jakby patrzyło na nich stado sędziów kulturystycznych. Moja wątła postura wywołała lekki pomruk śmiechu, ale nie zniechęciło mnie to i zacząłem swoją przygodę z siłownią. Pomyślałem, że przecież nie takie ciężary będę dźwigał i gorszy od całej tej napakowanej reszty nie będę.
Spróbowałem...
...od tamtej pory minęły dwa miesiące, a przede mną jeszcze kolejne pół roku rehabilitacji :) bug de_dust2 szklanka motoryzacja Kuternoga okropna pewnie oddycha znane cuda.